Śmierć Dolara
Dodano:
Amerykańska waluta ma teraz najniższą wartość od siedmiu lat. Ale mało kto się tym przejmuje
Stało się! Przez całe dziesięciolecia dolar był synonimem twardej waluty, stanowił stabilny punkt odniesienia w surrealizmie PRL, był kotwicą pomagającą utrzymać się w rozszalałym nurcie inflacji początku lat 90. Długo był też jedyną szansą na zdobycie dóbr nieosiągalnych za złotówki. Posiadanie jakiejś, najlepiej sporej sumki w dolarach było marzeniem każdego Polaka. A dzisiaj, gdy spytać o reakcję na spadek wartości "zielonego" poniżej 3 złotych, najczęściej można usłyszeć: "To mnie w zasadzie nie obchodzi".
Przywiązanie do dolara znika, bo i rola amerykańskiego pieniądza w polskiej gospodarce systematycznie maleje. Trzy czwarte transakcji w handlu zagranicznym rozlicza się przecież w euro.
Przedsiębiorcy:
Jedni zadowoleni, inni narzekają
Pojawiają się również głosy, że ze słabego dolara powinniśmy się po prostu cieszyć. Paweł Flak z domu maklerskiego TMS Brokers uważa, że umocnienie się złotego w stosunku do dolara ma korzystny wpływ na całą gospodarkę, ponieważ powoduje spadek cen paliw lub przynajmniej powstrzymuje ich wzrost. To z kolei przekłada się na obniżkę kosztów dla przedsiębiorców - wyjaśnia. Umocnienie się złotego wobec dolara to również korzystna tendencja dla importu z Chin.
Zdaniem eksperta TMS Brokers, negatywne skutki spadku kursu dolara odczują z kolei eksporterzy rozliczający się w tej walucie, wśród nich przedsiębiorcy eksportujący towary na rynek rosyjski.
W takim razie kto narzeka i dlaczego, skoro słaby dolar jest tak korzystny? Przemysław Remin, główny ekonomista Raiffeisen Bank Polska, próbował znaleźć przegranych, badając korelacje między rocznym przyrostem sprzedaży w różnych branżach a kursem amerykańskiej waluty w ostatnich trzech latach. Analiza pokazuje, że w okresie słabego dolara korzystali głównie producenci pojazdów mechanicznych, maszyn i aparatury elektronicznej, wytwórcy metali oraz firmy z branży meblarskiej. Traciły przedsiębiorstwa zajmujące się poborem, uzdatnianiem i rozprowadzaniem wody, a także wytwarzaniem i zaopatrywaniem w energię elektryczną, gaz i wodę. - Analiza nie stwierdza bezpośredniego związku między przyrostem sprzedaży branży a kursem. Mógł on być pośredni lub przypadkowy. Jednak można podejrzewać, że taki związek istnieje - mówi Przemysław Remin.
Ekspert z Raiffeisen Banku porównał też związek kursu złotego do euro i dolara w Polsce z kursem euro do dolara na świecie. W obydwu wypadkach korelacja jest wysoka. - W wypadku dolara korelacja jest jednak mniejsza, co stanowi statystyczny dowód na to, że kurs złotego jest silniej związany z euro niż z dolarem - tłumaczy Przemysław Remin.
Problem w tym, że ostatnio złoty jest coraz mocniejszy wobec obu tych walut, nie tylko wobec gasnącego w oczach dolara. Za każdym razem, kiedy złoty umacnia się wobec euro i dolara, słychać kasandryczne przepowiednie o rychłym załamaniu się polskiego eksportu i masowych bankructwach przedsiębiorstw. Eksperci są jednak zdania, że to bezpodstawne narzekania. Paweł Flak podkreśla na przykład, że wahania kursu walutowego nie mogą być wytłumaczeniem wyników finansowych przedsiębiorstw. Na rynku finansowym dostępnych jest wiele instrumentów pozwalających zabezpieczyć się przed ryzykiem i w konsekwencji przeciwdziałać negatywnym skutkom zmian kursów. - Ich umiejętne wykorzystanie może być wręcz źródłem przewagi konkurencyjnej - dodaje.
Konsumenci:
Odwrót od dolara
Rola dolara na polskim rynku wewnętrznym daleko wykraczała poza racjonalne ramy. Wprowadzenie wymienialności złotego i opanowanie inflacji wywołały przewrót. Złoty jest od ładnych kilku lat normalnym pieniądzem, który nie potrzebuje żadnego substytutu na rynku wewnętrznym. Wartość depozytów dolarowych w bankach od kilku lat wprawdzie systematycznie maleje, ale niektórzy nadal je utrzymują, chyba z przyzwyczajenia. We wrześniu, jak informuje Pentor, jeszcze 9 proc. naszych rodaków uważało terminowe lokaty dolarowe za najbezpieczniejszy sposób lokowania oszczędności, a 8 proc. uznawało taką lokatę za najbardziej opłacalną. Nie przeszkadzało im nawet to, że oprocentowanie tych lokat jest bliskie zeru. Ciekawe, czy teraz zmienią zdanie i dołączą do grona zwolenników złotego, uważanego za najbezpieczniejszy instrument lokowania przez 21 proc. respondentów, albo euro (15 proc.). Można się raczej spodziewać, że powiększą rzesze zwolenników nieruchomości (41 proc. wskazań).
Nieruchomości:
Żadnych ofert w USD
Spadek dolara z piedestału wywołał największe zamieszanie właśnie na rynku nieruchomości. Jeszcze w ubiegłym roku znakomita większość transakcji, zwłaszcza dotyczących obiektów komercyjnych, była zawierana w dolarach. Dzisiaj nikt nie chce o tym nawet słyszeć. - Nie mamy żadnej nowej oferty w dolarach - mówi Piotr Bakun z Agencji Braci Strzelczyk. - Mało tego, wiem, że wielu naszych klientów usiłuje przewalutować zawarte już umowy, ale ze zrozumiałych względów raczej się im to nie udaje. Nie inaczej dzieje się wśród klientów indywidualnych. Kilka lat temu normą było wyrażanie ceny sprzedaży lub wynajmu mieszkania w dolarach, dziś takie oferty można policzyć na palcach jednej ręki. - Ostatnia oferta wynajmu wyrażona w dolarach pojawiła się u nas w kwietniu - mówi Bakun. W tej chwili niepodzielnie króluje nawet nie euro, lecz złoty.
Niski kurs dolara jest znakomitą wiadomością dla tych, którzy zaciągnęli kredyt mieszkaniowy właśnie w amerykańskiej walucie. Ich zadłużenie znacznie stopniało. Z obliczeń analityków Expandera wynika, że z zaciągniętego przed rokiem kredytu na 20 lat w wysokości 100 tys. złotych dolarowym kredytobiorcom do spłacenia zostało 79,6 tys. złotych, podczas gdy w wypadku kredytu złotówkowego na tych samych warunkach pozostało jeszcze 97,9 tys. zł. W dodatku dolarowi dłużnicy oddali do banku 7,6 tys. zł, a złotówkowi prawie 10,2 tys. zł (w równych ratach). Na szczęście dla banków, takich szczęściarzy nie było zbyt wielu. Być może cały czas tkwi w nas przekonanie o sile dolara, o tym, że jego obecne kłopoty muszą mieć charakter przejściowy i prędzej czy później amerykańska waluta odzyska tron. Kto tak uważa, powinien teraz zastanowić się nad przewalutowaniem zobowiązań na złotówki, aby zrealizować zysk i nie wystawiać się dłużej na ryzyko kursowe.
Turystyka: ceny nie rosną
Dolar od zawsze kojarzył się z zagranicznymi podróżami. W dolarach podawane były ceny biletów lotniczych, pokojów w hotelach i całych wycieczek. Dzisiaj trzeba się dobrze naszukać, aby znaleźć jakąś ofertę w dolarach. - Od prawie dwóch lat obliczamy ceny naszych biletów w złotówkach - mówi rzecznik LOT-u Leszek Chorzewski - tak więc różnice kursowe nie mają dla klientów żadnego znaczenia. - Nie da się jednak ukryć, że niski kurs dolara jest korzystny dla firmy, bo LOT ma wiele zobowiązań za granicą i reguluje je właśnie w dolarach, na przykład płaci za paliwo.
Tani dolar sprawił, że nie podrożały zagraniczne wycieczki. - Dzięki różnicom kursowym ceny w naszych katalogach pozostają na tym samym poziomie co przed rokiem - mówi Piotr Chojnowski w polskiego biura TUI. - A przecież w tym czasie bardzo wzrosła cena ropy i, co za tym idzie, koszty przelotu samolotem. Zresztą niemiecki gigant turystyczny i tak zawsze podaje ceny w euro.
Touroperatorzy z polskim rodowodem zdecydowali się z kolei na złotego i też nie narzekają. Wyjątek stanowią biura specjalizujące się w organizacji wyjazdów do krajów egzotycznych - Afryki czy Ameryki Łacińskiej. Tam ceny podawane są w dolarach, a płatne w złotówkach według kursu dnia. Z punktu widzenia konsumenta to najprzyjemniejszy efekt zmiany kursu - wyprawa w dalekie kraje dawno nie była taka tania.
Gorzej za to poczują się przyjeżdżający do nas turyści. W niektórych hotelach mogą co prawda poznać cenę pokoju w dolarach, ale i tak jest to kwota przeliczana z euro.
Gdzie jest zatem miejsce dla zielonych banknotów? Czy nadszedł już czas, aby w Polsce zajęły one miejsce w muzeum, obok banknotów pięciomilionowych i PRL-owskich bonów dolarowych, na które dawno temu musiały być wymieniane? Z pewnością nie. Natomiast pewne jest, że do historii przeszły czasy, kiedy dolarowe banknoty miały tajemną moc przenoszenia w inną rzeczywistość. Teraz są takim samym pieniądzem jak każdy inny - raz lepszym, raz gorszym, zależnie od stanu gospodarki. I niech tak zostanie.
Przywiązanie do dolara znika, bo i rola amerykańskiego pieniądza w polskiej gospodarce systematycznie maleje. Trzy czwarte transakcji w handlu zagranicznym rozlicza się przecież w euro.
Przedsiębiorcy:
Jedni zadowoleni, inni narzekają
Pojawiają się również głosy, że ze słabego dolara powinniśmy się po prostu cieszyć. Paweł Flak z domu maklerskiego TMS Brokers uważa, że umocnienie się złotego w stosunku do dolara ma korzystny wpływ na całą gospodarkę, ponieważ powoduje spadek cen paliw lub przynajmniej powstrzymuje ich wzrost. To z kolei przekłada się na obniżkę kosztów dla przedsiębiorców - wyjaśnia. Umocnienie się złotego wobec dolara to również korzystna tendencja dla importu z Chin.
Zdaniem eksperta TMS Brokers, negatywne skutki spadku kursu dolara odczują z kolei eksporterzy rozliczający się w tej walucie, wśród nich przedsiębiorcy eksportujący towary na rynek rosyjski.
W takim razie kto narzeka i dlaczego, skoro słaby dolar jest tak korzystny? Przemysław Remin, główny ekonomista Raiffeisen Bank Polska, próbował znaleźć przegranych, badając korelacje między rocznym przyrostem sprzedaży w różnych branżach a kursem amerykańskiej waluty w ostatnich trzech latach. Analiza pokazuje, że w okresie słabego dolara korzystali głównie producenci pojazdów mechanicznych, maszyn i aparatury elektronicznej, wytwórcy metali oraz firmy z branży meblarskiej. Traciły przedsiębiorstwa zajmujące się poborem, uzdatnianiem i rozprowadzaniem wody, a także wytwarzaniem i zaopatrywaniem w energię elektryczną, gaz i wodę. - Analiza nie stwierdza bezpośredniego związku między przyrostem sprzedaży branży a kursem. Mógł on być pośredni lub przypadkowy. Jednak można podejrzewać, że taki związek istnieje - mówi Przemysław Remin.
Ekspert z Raiffeisen Banku porównał też związek kursu złotego do euro i dolara w Polsce z kursem euro do dolara na świecie. W obydwu wypadkach korelacja jest wysoka. - W wypadku dolara korelacja jest jednak mniejsza, co stanowi statystyczny dowód na to, że kurs złotego jest silniej związany z euro niż z dolarem - tłumaczy Przemysław Remin.
Problem w tym, że ostatnio złoty jest coraz mocniejszy wobec obu tych walut, nie tylko wobec gasnącego w oczach dolara. Za każdym razem, kiedy złoty umacnia się wobec euro i dolara, słychać kasandryczne przepowiednie o rychłym załamaniu się polskiego eksportu i masowych bankructwach przedsiębiorstw. Eksperci są jednak zdania, że to bezpodstawne narzekania. Paweł Flak podkreśla na przykład, że wahania kursu walutowego nie mogą być wytłumaczeniem wyników finansowych przedsiębiorstw. Na rynku finansowym dostępnych jest wiele instrumentów pozwalających zabezpieczyć się przed ryzykiem i w konsekwencji przeciwdziałać negatywnym skutkom zmian kursów. - Ich umiejętne wykorzystanie może być wręcz źródłem przewagi konkurencyjnej - dodaje.
Konsumenci:
Odwrót od dolara
Rola dolara na polskim rynku wewnętrznym daleko wykraczała poza racjonalne ramy. Wprowadzenie wymienialności złotego i opanowanie inflacji wywołały przewrót. Złoty jest od ładnych kilku lat normalnym pieniądzem, który nie potrzebuje żadnego substytutu na rynku wewnętrznym. Wartość depozytów dolarowych w bankach od kilku lat wprawdzie systematycznie maleje, ale niektórzy nadal je utrzymują, chyba z przyzwyczajenia. We wrześniu, jak informuje Pentor, jeszcze 9 proc. naszych rodaków uważało terminowe lokaty dolarowe za najbezpieczniejszy sposób lokowania oszczędności, a 8 proc. uznawało taką lokatę za najbardziej opłacalną. Nie przeszkadzało im nawet to, że oprocentowanie tych lokat jest bliskie zeru. Ciekawe, czy teraz zmienią zdanie i dołączą do grona zwolenników złotego, uważanego za najbezpieczniejszy instrument lokowania przez 21 proc. respondentów, albo euro (15 proc.). Można się raczej spodziewać, że powiększą rzesze zwolenników nieruchomości (41 proc. wskazań).
Nieruchomości:
Żadnych ofert w USD
Spadek dolara z piedestału wywołał największe zamieszanie właśnie na rynku nieruchomości. Jeszcze w ubiegłym roku znakomita większość transakcji, zwłaszcza dotyczących obiektów komercyjnych, była zawierana w dolarach. Dzisiaj nikt nie chce o tym nawet słyszeć. - Nie mamy żadnej nowej oferty w dolarach - mówi Piotr Bakun z Agencji Braci Strzelczyk. - Mało tego, wiem, że wielu naszych klientów usiłuje przewalutować zawarte już umowy, ale ze zrozumiałych względów raczej się im to nie udaje. Nie inaczej dzieje się wśród klientów indywidualnych. Kilka lat temu normą było wyrażanie ceny sprzedaży lub wynajmu mieszkania w dolarach, dziś takie oferty można policzyć na palcach jednej ręki. - Ostatnia oferta wynajmu wyrażona w dolarach pojawiła się u nas w kwietniu - mówi Bakun. W tej chwili niepodzielnie króluje nawet nie euro, lecz złoty.
Niski kurs dolara jest znakomitą wiadomością dla tych, którzy zaciągnęli kredyt mieszkaniowy właśnie w amerykańskiej walucie. Ich zadłużenie znacznie stopniało. Z obliczeń analityków Expandera wynika, że z zaciągniętego przed rokiem kredytu na 20 lat w wysokości 100 tys. złotych dolarowym kredytobiorcom do spłacenia zostało 79,6 tys. złotych, podczas gdy w wypadku kredytu złotówkowego na tych samych warunkach pozostało jeszcze 97,9 tys. zł. W dodatku dolarowi dłużnicy oddali do banku 7,6 tys. zł, a złotówkowi prawie 10,2 tys. zł (w równych ratach). Na szczęście dla banków, takich szczęściarzy nie było zbyt wielu. Być może cały czas tkwi w nas przekonanie o sile dolara, o tym, że jego obecne kłopoty muszą mieć charakter przejściowy i prędzej czy później amerykańska waluta odzyska tron. Kto tak uważa, powinien teraz zastanowić się nad przewalutowaniem zobowiązań na złotówki, aby zrealizować zysk i nie wystawiać się dłużej na ryzyko kursowe.
Turystyka: ceny nie rosną
Dolar od zawsze kojarzył się z zagranicznymi podróżami. W dolarach podawane były ceny biletów lotniczych, pokojów w hotelach i całych wycieczek. Dzisiaj trzeba się dobrze naszukać, aby znaleźć jakąś ofertę w dolarach. - Od prawie dwóch lat obliczamy ceny naszych biletów w złotówkach - mówi rzecznik LOT-u Leszek Chorzewski - tak więc różnice kursowe nie mają dla klientów żadnego znaczenia. - Nie da się jednak ukryć, że niski kurs dolara jest korzystny dla firmy, bo LOT ma wiele zobowiązań za granicą i reguluje je właśnie w dolarach, na przykład płaci za paliwo.
Tani dolar sprawił, że nie podrożały zagraniczne wycieczki. - Dzięki różnicom kursowym ceny w naszych katalogach pozostają na tym samym poziomie co przed rokiem - mówi Piotr Chojnowski w polskiego biura TUI. - A przecież w tym czasie bardzo wzrosła cena ropy i, co za tym idzie, koszty przelotu samolotem. Zresztą niemiecki gigant turystyczny i tak zawsze podaje ceny w euro.
Touroperatorzy z polskim rodowodem zdecydowali się z kolei na złotego i też nie narzekają. Wyjątek stanowią biura specjalizujące się w organizacji wyjazdów do krajów egzotycznych - Afryki czy Ameryki Łacińskiej. Tam ceny podawane są w dolarach, a płatne w złotówkach według kursu dnia. Z punktu widzenia konsumenta to najprzyjemniejszy efekt zmiany kursu - wyprawa w dalekie kraje dawno nie była taka tania.
Gorzej za to poczują się przyjeżdżający do nas turyści. W niektórych hotelach mogą co prawda poznać cenę pokoju w dolarach, ale i tak jest to kwota przeliczana z euro.
Gdzie jest zatem miejsce dla zielonych banknotów? Czy nadszedł już czas, aby w Polsce zajęły one miejsce w muzeum, obok banknotów pięciomilionowych i PRL-owskich bonów dolarowych, na które dawno temu musiały być wymieniane? Z pewnością nie. Natomiast pewne jest, że do historii przeszły czasy, kiedy dolarowe banknoty miały tajemną moc przenoszenia w inną rzeczywistość. Teraz są takim samym pieniądzem jak każdy inny - raz lepszym, raz gorszym, zależnie od stanu gospodarki. I niech tak zostanie.